Home ludzie Afera pedofilska w telewizji. Dzieci z popularnego programu były molestowane?

Afera pedofilska w telewizji. Dzieci z popularnego programu były molestowane?

Krzysztof Sadowski to sławny muzyk i kompozytor jazzowy. Jego największe przeboje to: „To nie grzech”, „Spacer przy księżycu”, „Ten nasz zwyczajny świat” oraz „Wiatr, wiosenny gitarzysta”.

Artysta znany jest też dzięki programowi „Tęczowy Music Box” z udziałem dzieci, który niegdyś współtworzył.

Tymczasem ja jaw wyszły oskarżenia dotyczące Krzysztofa Sadowskiego. Kolejne ofiary przerywają milczenie i opowiadają o tym, co miał im robić muzyk. Wszystko wszyło na jaw za sprawą dziennikarza śledczego Mariusza Zielke.

„Tęczowy Music Box” to polski program muzyczny dla dzieci i młodzieży, który emitowany był na początku lat 90 na antenie TVP1. Redaktorami programu byli Aleksandra Pałaca, Barbara Kolago i wspomniany wcześniej Krzysztof Sadowski. Atrakcyjność programu miały z kolei zapewnić liczne konkursy, w których można było wygrać cenne nagrody.

Justyna wychowywała się w domu dziecka. Dziewczynka miała 14 lat, gdy wzięła udział w programie „Tęczowy Music Box”. Dzisiaj wraca pamięcią do tego, co wtedy się działo. Opowiada o tym w wywiadzie dla Magdaleny Mieśnik z Wirtualnej Polski.

– „To była jeszcze szkoła podstawowa. Śpiewałam tam w chórze. Krzysztof Sadowski się tym zajmował. Kiedyś do mnie podszedł. Zapytał, jak się nazywam, gdzie mieszkam. Gdy powiedziałam, że w domu dziecka, odparł, że ma w domu starą koszulę i może mi dać. Zaczął mnie odwiedzać w domu dziecka, zabierał do swojego domu, na wyjazdy. Mam dzisiaj ponad 40 lat, a wydaje mi się, że to było wczoraj” – wspomina ze łzami w oczach Justyna.

Najbardziej wstrząsające jest to, co miało dziać się podczas spotkań. Justyna twierdzi, że muzyk gwałcił ją przez cztery lata.

– „Zabierał mnie do domu, robił to w samochodzie, na wyjazdach. Miał małe mieszkanie w pobliżu Sejmu, tam też to robił. Stosował przemoc, ale nie bił, tylko zmuszał. Do tego przemoc psychiczna. Nie chciałam tego, ale tak ze mną postępował, że robił co chciał. Mówiłam mu, że jestem dzieckiem, a on na to: nie jesteś dzieckiem, bo miałaś trudne życie, jesteś bardziej dojrzała niż twoje koleżanki” – wspomina Justyna.

Młoda chórzystka zdawała sobie sprawę z tego, że zachowanie Sadowskiego jest karygodne. Wielokrotnie informowała o wszystkim władze domu dziecka, w którym mieszkała i do którego przychodził artysta. Bez efektów.

– „Wszyscy to widzieli. Udawał opiekuna. Zgłaszałam im, co mi robił. Chyba uznali, że zmyślam, bo nikt mi nie pomógł” – przyznaje.

Horror dziewczyny miał się skończyć, kiedy ta miała już 18 lat i wyszła za mąż, aby uwolnić się od muzyka.

– „Na siłę wyszłam za mąż, żeby się ode mnie odczepił. Dopiero wtedy mnie zostawił. Do tej pory jednak pamiętam tego czerwonego busa. W swoim domu na terenie dzisiejszego Ursynowa puszczał dzieciom bajki, a mnie brał na górę” – dodaje.

Justyna przyznała, że wielokrotnie rozważała zgłoszenie sprawy do prokuratury. Co więcej miała też grozić prokuraturą bezpośrednio Sadowskiemu.

– „Nawet się z nim kontaktowałam. Odpowiedział, że mogę go oskarżyć, ale i tak nikt nie uwierzy osobie z domu dziecka, a poza tym wszystko się przedawniło, więc nic mu nie grozi. To było dwa lata temu. Teraz wszystko wróciło. Gdy zobaczyłam tekst z jego nazwiskiem, moje życie znowu legło w gruzach, ale chciałabym dołożyć swoją cegiełkę, bo być może to pomoże zamknąć ten dramatyczny etap w moim życiu.”

Dalsza część artykułu na następnej stronie…

Twoja reakcja?

Super
Super
0
Ha ha
Ha ha
0
Wow
Wow
0
Smutny
Smutny
0
Zły
Zły
0

Podziel się ze znajomymi!

Zostaw swój komentarz